poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Prolog


Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak chciałabym umrzeć - nawet mimo wydarzeń ostatnich miesięcy. Ale choćbym próbowała, z pewnością nie wpadłabym na coś podobnego. Niczyja matka nie nosi przy sobie przecież kija od baseballu.
Sparaliżowana wpatrywałam się w wielką maszynę do makijażu permanentnego. Kosmetyczka zbliżała się do mnie z szerokim uśmiechem mordercy.  Oto cały następny miesiąc miałam spędzić z trwałym makijażem. To drogi zabieg, bez wątpienia. Nie będę już zwykłą dziewczyną. To coś znaczącego.
Gdybym nie dostała tym kijem od mamy, nie leżałabym teraz w tym gabinecie, wiedziałam o tym dobrze, ale mimo to nie potrafiłam zmusić mojego kołaczącego serca do pożałowania decyzji o wizycie u kosmetyczki. Właśnie teraz największe ciacho w ogólniaku mogło na mnie zwrócić uwagę.

1 komentarz:

  1. uwielbiam zmierzch :) zapraszam na mojego bloga mylittleworldofbooksxoxo.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń